Ostatni mecz w grupie E przyniósł sporo emocji, na które jednak przed pierwszym gwizdkiem wcale się nie zanosiło. Gospodarze ledwie skompletowali bowiem szóstkę graczy i wydawało się, że wysoka wygrana zielonych z Bajer Miki będzie formalnością. Żółci spisywali się jednak świetnie. Co prawda, przegrywali 0:1, lecz dość szybko zdołali stan gry wyrównać. Przed przerwą goście zdobyli bramkę na 2:1, lecz wcześniej na ich drodze wielokrotnie stawał rewelacyjnie się spisujący w ten czwartkowy wieczór Thomas Jurgenlohmann. W ogóle, każdy z piłkarzy Shella spisywał się nad wyraz dobrze i ambitna postawa tego zespołu zasługiwała na uznanie. Niezwykle ciekawie zrobiło się na początku II połowy, kiedy to po raz drugi gospodarze wyrównali. Przez chwilę towarzyszyły nam ogromne emocje, sensacja wisiała w powietrzu, lecz w porę do roboty zabrali się zieloni. Zdobyli w ostatecznym rozrachunku sześć goli i wyleczyli przeciwnika z marzeń o korzystnym wyniku. Trzy bramki zdobył Łukasz Szczerba, dwie Artur Guguła a jedną Mateusz Kliś. Hat-trick zapisał na swoje konto osamotniony w ataku Shella Paweł Kalinowski, któremu ewidentnie brakowało partnera w postaci chociażby Erica Djeukam-Monkama. Niestety, w szóstkę nie udało się Shellowi wywalczyć jakiegokolwiek korzystnego wyniku, mimo cudów w bramce i wielkiej ambicji.