Oba zespoły przegrały swoje pierwsze mecze, zatem teraz, chcąc co najmniej zachować dystans do czołówki nie mogły już pozwolić sobie na stratę punktów. Pozwalało to liczyć na ciekawe spotkanie i faktycznie, kibice nie mogli czuć się zawiedzeni. Co prawda na początku odważniej zaatakował Shell, ale i gospodarze mieli kilka okazji na zdobycie gola i to właśnie oni objęli prowadzenie. Podanie za plecy obrońców dostał Mariusz Zieliński i w sytuacji sam na sam nie dał szans Apollino. Po stracie bramki żółci ruszyli do jeszcze zajadlejszych ataków. Z prawej strzelał Jurgenlohmann, Podsiadły podawał w uliczkę do Wennika, lecz ten mając na plecach obrońcę, poślizgnął się. Minuty mijały a prowadzenie zielonych wciąż się utrzymywało. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie.
Druga połowa to z początku dominacja Sinomy, przeplatana groźnymi kontrami Shella. Eric Djeukam-Monkam dwukrotnie groźnie uderzał, ale dwukrotnie też udało się bramkarzowi w tych sytuacjach sparować piłkę. W końcu Shell zdołał wyrównać a potem zdobyć jeszcze dwa gole, kompletnie odwracając losy pojedynku. Wynik 1:3 utrzymywał się bardzo długo i kiedy wydawało się już, że gospodarze nic nie wskórają, ci w fenomenalny sposób się przebudzili. Dwa zdobyte w samej końcówce gole pozwoliły na dogonienie przeciwnika i zdobycie punktu, czego jeszcze kilka minut wcześniej absolutnie nikt by się nie spodziewał. Bohaterem zielonych został Mariusz Zieliński, zdobywca dwóch goli. Trzecią bramkę dołożył z kolei Maciej Jeleń, podczas gdy dla Shella również dwa razy trafiał Konrad Podsiadły a raz Alwin Roelof Wennik.
Jak sami przyznali po meczu zawodnicy gości, dwa stracone przez nich w takich okolicznościach punkty smakują jak porażka. Finisz Sinomy był jednak tak imponujący, że mało kto byłby się mu w stanie przeciwstawić.