Przedostatnią parę wieczoru stanowiły siódemki Sinomy i AAC. I w tym meczu byliśmy świadkami małej niespodzianki, bowiem gospodarzom udało się wydrzeć remis. Nie przyszło im to jednak łatwo. Już początek jednak i długi okres wyrównanej gry obu zespołów pozwalał węszyć niespodziankę. Na prowadzenie wyszło co prawda AAC, lecz już po chwili świetną akcję skonstruowali gracze zielonych i mieliśmy 1:1. Z remisu nie cieszyli się niestety długo: kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry od środka żółci ponownie wyszli na prowadzenie. Po tym golu Sinoma wzniosła się na wyżyny. Najpierw wyrównała a potem, dzięki świetnie dysponowanemu środkowi pola strzeliła trzeciego gola. Sytuacja gości zrobiła się trudna. Ruszyli oni do ataku, lecz ich próby pokonania golkipera gospodarzy spełzały na niczym. Przed przerwą nie udało się im już trafić do siatki. Druga odsłona rozpoczęła się za to od jeszcze zacieklejszych ataków AAC, które w końcu dały temu zespołowi trzecią bramkę. Obie ekipy chciały wygrać, więc wciąż oglądaliśmy pasjonujące widowisko, które znów zrobiło się bardzo wyrównane. Świetna postawa bramkarzy obu ekip nie pozwoliła jednak na zdobycie którejkolwiek ze stron czwartej bramki. Co prawda Sinoma zdołała trafić, lecz gol ten nie został uznany, bo sędzia wcześniej dopatrzył się faulu. Po dwóch golach Patryka Cholewy i jednym Damiana Ordyka dla Sinomy oraz Michała Bodziocha, Radosława Samborskiego i Dzmitry Ramancou dla AAC mieliśmy więc remis – 3:3.