W drugim meczu wieczoru zamykający stawkę drużyn Crann podejmował międzynarodową ekipę HCL. Faworytem, i to zdecydowanym, byli goście, którzy wciąż walczą i ligowe podium. Początek spotkania dla postronnego obserwatora nie byłby jednak starciem Dawida z Goliatem a pojedynkiem dwóch równorzędnych zespołów. Co prawda, więcej klarownych sytuacji stwarzali sobie żółci, lecz żadnej z nich nie potrafili wykorzystać. Próbowali między innymi Jonas Sousa, Fabio Andre Dias Medeiros czy Armands Bricis, lecz bezowocnie. Crann pierwszą naprawdę groźną sytuację stworzył sobie dopiero w drugiej części pierwszej połowy. Strzał Konrada Pabijana nie znalazł jednak drogi do siatki. Wydawało się, że w tym zaciętym starciu nie zobaczymy, przynajmniej przed zmianą stron, goli. Tuż przed gwizdkiem wieńczącym pierwsze 20 minut HCL udało się strzelić dwie szybkie bramki. To wprowadziło wyraźny spokój w poczynania tego zespołu, co wyraźnie widać było po przerwie. Wtedy to w pełni ujawniło się, że różnica 24 punktów w tabeli nie jest przypadkiem. Szybkie akcje, dokładne podania i, co najważniejsze, gole, pozwoliły odnieść gościom zasłużone zwycięstwo. Co prawda w końcówce znów do walki poderwali się czarni, lecz byli w stanie zdobyć tylko dwa gole. Ich strzelcami byli Daniel Pabijan oraz Marcin Suder. Przed ostatnim gwizdkiem HCL uzbierał za to bramek aż dziewięć. Najwięcej z nich, trzy, strzelił Steven Soto. Dwa razy trafiał wspominany już Dias Medeiros a po razie Ugochukwu Francis Ozurumba, Jose Angelo Ferreira, Masse Badji i Lucasz Dziemba.