Bez szans
IG przystąpiło do zaległo spotkania osłabione brakiem jednego zawodnika, co nie stawiało wspomnianego zespołu w uprzywilejowanej sytuacji. Zasada szybko rozpoczęła strzelanie i regularnie je powiększała. Licznik zatrzymał się na 11 trafieniach. "Nie ważne, jak zaczynasz, ważne, jak kończysz" - tak zapewne mówi sobie Wojciech Piech, który w pierwszej odsłonie dwukrotnie nie trafił do pustej bramki, ale w drugiej odsłonie zdecydowanie się poprawił zapisując ostatecznie na swoim koncie cztery gole i asystę.